Wróć do bloga

Oznaczanie treści AI: kiedy art. 50 AI Act obowiązuje

Oznaczanie treści AI to nie „oznaczaj wszystko” ani „nic nie oznaczaj”. O art. 50 decydują rola, typ treści i kontekst. Pokazuję, jak podjąć decyzję.

Jakub Czechowski

Buduje strony i sklepy internetowe w JC Web Studio, prowadzi StackCompass – publikację o architekturze treści i doborze technologii – a także współorganizuje CMS Conf, konferencję o systemach treści, oraz WordCamp.

/ / 6 min czytania

Zastrzeżenie: nie jestem prawnikiem, a ten artykuł nie jest poradą prawną ani wiążącą wykładnią przepisów. Przedstawia inżynierskie i procesowe podejście do wdrożenia wymogów art. 50 AI Act w codziennej pracy.

Od 2 sierpnia 2026 obowiązuje art. 50 unijnego AI Act (rozporządzenie 2024/1689; Digital Omnibus, rozporządzenie 2026/1744). Polska ustawa o systemach sztucznej inteligencji weszła w życie 11 sierpnia 2026 (Dz.U. 2026 poz. 1003), a kontrole i kary ruszają 28 października 2026. Nowy organ nadzoru KRiBSI prowadzi kontrole i nakłada kary; od jego decyzji odwołujesz się do SOKiK. UOKiK i regulator mediów działali już wcześniej, a roszczenie cywilne o wizerunek czy prawa autorskie przysługiwało od zawsze.

Większość zespołów albo oznacza każdy materiał, którego dotknęła AI, albo wkłada oznaczenie w stopkę i zamyka temat. Przy kontroli i w sądzie nie obronisz żadnego z tych podejść. Obowiązek zależy od Twojej roli (dostawca czy podmiot stosujący), typu treści, kontekstu publikacji i tego, czy człowiek realnie kontrolował wynik.

Okres przejściowy to nie wakacje od oznaczania

Zespoły powtarzają: „mamy czas do grudnia, nie ma pośpiechu”. Okres przejściowy trwa do 2 grudnia 2026 i obejmuje tylko techniczne znakowanie z art. 50 ust. 2 u dostawców, których systemy były na rynku przed 2 sierpnia 2026. Nie zwalnia z oznaczania deepfake’ów ani tekstów interesu publicznego. Jeśli jako podmiot stosujący publikujesz dziś syntetyczne wideo albo artykuł napisany przez AI, obowiązek masz już teraz.

Treści opublikowane przed 2 sierpnia nie wymagają etykiety wstecz. Ponowna publikacja liczy się jako nowy akt. Stary wygenerowany klip na nowym kanale albo stary artykuł na innej platformie oceniasz według obecnych zasad, nie według daty pierwszego wrzucenia.

Jeśli promptujesz model, odpalasz persony albo podpinasz API, zwykle jesteś podmiotem stosującym. Dostawcą stajesz się, gdy wprowadzasz system na rynek pod własną marką. Wtedy bierzesz na siebie obowiązki dostawcy, w tym znakowanie z art. 50 ust. 2. Pracownik w organizacji/firmie nie jest osobnym podmiotem stosującym, więc obowiązek ma firma.

O oznaczaniu deepfake decydują trzy testy, nie wyczucie

Dla syntetycznego obrazu, audio i wideo AI Act uznaje deepfake dopiero wtedy, gdy spełnisz wszystkie trzy warunki:

  1. Treść jest wygenerowana lub zmanipulowana przez AI.
  2. Przypomina istniejącą osobę, obiekt, miejsce, podmiot lub wydarzenie.
  3. W kontekście publikacji mogłaby fałszywie uchodzić za autentyczną w oczach przeciętnego odbiorcy na danym kanale.

Jeśli którykolwiek warunek odpada, to nie jest deepfake w rozumieniu rozporządzenia. Liczy się przeciętny widz na tej platformie, nie ekspert, który od razu widzi, że materiał jest syntetyczny. Gdy zachodzą wszystkie trzy, musisz dać widoczne albo słyszalne ujawnienie przy pierwszym kontakcie. Zgoda osoby z wizerunku nie zwalnia z ujawnienia. Sztuka, satyra i ewidentna fikcja mogą mieć łagodniejsze oznaczenie, które nie psuje odbioru, ale musisz to obronić kontekstem, a nie samą etykietą „kreatywne”. Jeśli nie umiesz w jednym zdaniu powiedzieć, dlaczego przeciętny widz na tym kanale odczyta materiał jako fikcję, oznacz go.

Sklonowany głos prawdziwego prowadzącego, który czyta tekst nigdy przez niego nienagrany, wymaga etykiety. To samo dotyczy awatara CEO mówiącego słowa, których CEO nie powiedział. Wygenerowany pożar, fałszywy protest albo sfabrykowane włamanie stylizowane na news też.

Prawdziwy produkt na wygenerowanym tle, sam produkt nietknięty, etykiety nie potrzebuje. Gdy AI dopisuje produktowi funkcję albo efekt, którego nie ma, musisz oznaczyć i bierzesz na siebie ryzyko reklamy wprowadzającej w błąd konsumenta. Zwykłe tłumaczenie prawdziwego nagrania etykiety nie wymaga. Sklonowany głos podstawiony za konkretną realną osobę sprawdzasz tymi samymi trzema warunkami. Jeśli nie obronisz zdania „to tylko techniczna korekta”, traktuj zmianę jako istotną i sprawdź trzy warunki od nowa.

Wspomagane, zmanipulowane, wygenerowane i pytanie kontrolne

Granicę między trzema poziomami stawia jedno pytanie. Czy AI zmieniła znaczenie, dowód albo pozorną autentyczność tego, co pokazujesz?

Wspomagane: AI pomogła w researchu, poprawkach literówek, formatowaniu, kadrowaniu, korekcie kolorów. Nic, co treść twierdzi albo pokazuje, się nie zmieniło. W większości przypadków bez widocznej etykiety.

Zmanipulowane: AI zmieniła argument, głos, scenę albo to, jak produkt wygląda lub działa. Tu musisz ocenić zmianę, zanim zdecydujesz o etykiecie.

Wygenerowane: AI stworzyła nowy tekst, obraz, audio, wideo, osobę albo wydarzenie, którego nie było w materiale źródłowym. Kontekst nadal decyduje o etykiecie. Wygenerowana grafika hero do wpisu blogowego to co innego niż wygenerowane „zdjęcie” prawdziwego wydarzenia.

Treści interesu publicznego (zdrowie, bezpieczeństwo konsumentów, środowisko, regulacje, cyberbezpieczeństwo, ważne zdarzenia gospodarcze) publikowane po to, by informować, musisz oznaczyć, jeśli napisała je AI, chyba że ktoś zrobił kontrolę redakcyjną. Ta kontrola wymaga nazwanego z imienia człowieka, który otworzył źródła, zweryfikował twierdzenia, sprawdził daty, liczby i nazwiska, mógł odrzucić tekst i bierze za niego odpowiedzialność. „Przejrzałem, wyglądało dobrze” tego nie spełnia. Artykuł o podatności napisany przez AI bez takiego review wymaga etykiety. Ten sam artykuł po udokumentowanej kontroli redakcyjnej może korzystać z wyjątku. Zwykła reklama nie jest treścią interesu publicznego, nawet gdy tekst reklamy napisał model.

Co musi być gotowe na kontrolę

Art. 50 ust. 5 wymaga jasnego ujawnienia, odróżnialnego od reszty treści, najpóźniej przy pierwszej interakcji albo ekspozycji, i zgodnego z dostępnością. Znakowanie maszynowe (metadane, watermarking) robi dostawca. Ujawnienie czytelne dla człowieka przy deepfake’ach i tekstach interesu publicznego robi podmiot stosujący. Same metadane tego nie załatwią, jeśli odbiorca potrzebuje specjalnego narzędzia, żeby je odczytać. Komisja Europejska publikuje darmowe ikony do oznaczania. Możesz ich użyć, ale obowiązek oznaczenia zostaje i bez nich.

Rekompresja na platformie, kadrowanie i repost zdzierają metadane i kontekst wizualny. Po publikacji otwórz materiał tak, jak zrobi to zwykły użytkownik, na mobile i desktopie, i zrób screenshot. Gdy wrzucasz treść na nowy kanał, oceń ją jeszcze raz. Nie zakładaj, że etykieta przeszła razem z plikiem. W tekście o blokujących bramkach jakości w potoku contentu pisałem o tym samym: kontrola odpalona raz przy generacji i nigdy więcej nic nie daje.

Najwięcej zagrożeń pojawia się gdy materiał idzie do agencji albo freelancera. W umowie zapisz ujawnienie użytych systemów, dowody praw i zgód, nazwaną osobę, która decyduje o etykiecie, umieszcza ją i sprawdza po publikacji, zakaz usuwania metadanych bez informacji, pliki dowodowe razem z materiałem i Twoje prawo wstrzymać publikację, gdy coś jest niejasne. Jeśli jesteś agencją, wpisz te warunki jawności użycia AI do standardowej umowy, zanim pojawi się spór.

Prowadź rejestr decyzji publikacyjnych: ID, materiał lub URL, system i wersja, poziom użycia AI (wspomagane/zmanipulowane/wygenerowane), wynik testu deepfake, decyzja, recenzent lub właściciel, screenshot po publikacji. Nie archiwizuj poufnych promptów, żeby „mieć compliance”. Wystarczy ślad decyzji. KRiBSI przy kontroli poprosi o ten rejestr, i ten ślad zwykle uzasadnia niższą karę, gdy mimo procesu coś się prześlizgnie. Każda publikacja z udziałem AI potrzebuje nazwanego właściciela. „Marketing wrzucił” nim nie jest.

Jeśli szukasz szczegółowych case studies z prawną i techniczną analizą konkretnych formatów (wideo, audio, grafika), sprawdź szkolenie Tomasza Turby „Jak oznaczać treści AI, by nie dostać kary? AI Act na przykładach” na kanale SekurakTV.

Zespół startujący od zera ogarnie to w tydzień: inwentaryzacja systemów, kanałów i agencji (dzień 1), role dostawca albo podmiot stosujący per system (dzień 2), obecne typy treści jako wspomagane, zmanipulowane albo wygenerowane (dzień 3), copy etykiet i miejsce per kanał (dzień 4), review i rejestr dowodów (dzień 5), umowy z agencjami i freelancerami (dzień 6), próba na prawdziwej publikacji od początku do końca (dzień 7). Nie potrzebujesz do tego nowych narzędzi, tylko kogoś, kto na piśmie wskaże właściciela tej decyzji.